Część 2. Moja pierwsza dieta

Dieta kapuściana                                    

Jest to dieta bardzo monotonna, ponieważ opiera się na jedzeniu TYLKO zupy kapuścianej przez całe 7 dni.
Aby ją ugotować należy przygotować:
  • 1 całą kapustę,
  • 6 cebul,
  • 6 pomidorów,
  • 2 zielone papryki,
  • pęczek selera naciowego
  • przyprawy: pieprz, papryka chili, czosnek.
Na patelni z oliwą poddusić wszystkie warzywa oprócz kapusty i cebuli. Następnie przełożyć do garnka dodając pozostałe warzywa, zalać wodą i gotować a na końcu dodać przyprawy.
Są różne odmiany tej diety, które dokładają ryz czy mięso. Ja jadłam tylko ta zupę. O ile jeszcze pierwsze dni były do zniesienia o tyle ciężko było dobić do mety. Jak więc domyślacie się, długo na niej nie wytrwałam.

Moja droga przez "wszystkie diety świata"

Część 1 Początki

Urodziłam się jako okaz zdrowia i już z bagażem sporych kilogramów  - dorodny 4,2 kilogramowy niemowlak. 
Mój późniejszy Ojciec Chrzestny, ordynator na oddziale neonatologii pogratulował moim Rodzicom pięknej córki. Rosłam w kompletnej nieświadomości swoich kształtów powoli zauważając w kolejno pojawiającym się rodzeństwie, ze ja jestem jakaś inna. Oni szczupli, wysocy a ja cóż... ładna "kluzia". 😕 Tato mówił: "Pyza na polskich ścieżkach" (znacie tą bajkę?)
Wszyscy w koło mówili: wyrośniesz, poczekaj jak zaczniesz dojrzewać to cię wyciągnie. Znacie te teksty? 
W tamtych latach pojawiła się, bardzo modna na tamte czasy Hollywoodzka dieta bazująca na liściu sałaty i kawie. Moja Ciocia, a potem Rodzice rozpoczęli ją chociaż tak patrząc z perspektywy czasu - nie wiem po co to robili - nie mieli jakiejś okrągłej figury. Wszyscy trochę się z niej śmialiśmy bo i tak nie dało się na niej dłużej wytrwać niż tydzień. 
Ja "zazdrościłam" siostrze figury osy ale nic z moją figurą nie robiłam. Liczyłam chyba na cud ;)
Skończyłam liceum i dalej... nic.

Przyszedł czas studiów

Jak to na studiach, na stypendium socjalnym i tym co gdzieś udało mi się dorobić ciągnęłam swoje żywienie na ryżu i duszonych jabłkach, a w późniejszym czasie w barze mlecznym, na kaszy gryczanej z masełkiem i kefirem - swoja drogą - pycha. W przerwach między laboratoriami wpadałyśmy z koleżankami jak burza do sklepu kupując standardowo soczek Tymbark, drożdżówkę i kefir. Miałam też w pokoju wspaniałą koleżankę, której rodzice byli cukiernikami - czujecie co się działo? 😁
Bardzo częstym posiłkiem na tzw drugie śniadanie była swoja droga pyszna sałatka z płatków owsianych namoczonych z rodzynkami w gorącej wodzie, do tego wkrojony banan i starte jabłko.
Oj gdybym ja wiedziała wtedy co teraz. Przecież to był sam cukier!: w owocach cukier prosty fruktoza i nie lepsze płatki owsiane ze słodkimi rodzynkami.
Ja sięgnę pamięcią, to temat diet, (może z racji braku wtedy jeszcze internetu) był bardzo ograniczony.
Pamiętam taką słynną książkę którą gdzieś mam pt "Wenus z patelnią" - Ireny Gumowskiej.


Można się było z niej dowiedzieć o różnych dietach i to co mi się bardzo podobało - tabelki z wagami idealnymi dla poszczególnych typów sylwetek. Autorka odpowiada na pytania typu: co robimy źle w diecie, o roli tłuszczu i przede wszystkim jak schudnąć. Jeżeli kogoś ta książka interesuje, można ją jeszcze kupić na allegro.

A jak to było u Was?